piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 2

Ashley POV:
5 miesięcy ciężkiej pracy, 5 miesięcy częstych, wyczerpujących treningów i najgorsze: 5 miesięcy bez imprez! A dziś w końcu czas na: ZABAWĘ. Wraz z przyjaciółmi postanowiliśmy zaszaleć.
Jeszcze raz poprawiłam sukienkę i włosy nim uslyszalam dzwonek. Szybko otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się przystojny chlopak.
- Łał Ash świetnie ci w tej czerwieni - rzekł wskazując na sukienke na co się zaśmiałam.
- Dzięki Harry ty też wygladasz niczego sobie - odpowiadam i zakluczam drzwi - choć jeśli chcesz poderwać jakaś laskę, to na twoim miejscu poprawilabym krawat.
- Ash ale przecież ja nie mam krawatu - odpowiada śmiejąc się.
Chichoczę wchodząc do auta.
- Hej wszystkim - wołam.
Siadam obok Laury, która jest obok jacksona. Miejsce kierowcy zajął Niall, a obok niego usiadł Harry.
- No to co Ash podbijamy parkiet - stwierdza Lau.
- Z toba zawsze - odpowiadam z uśmiechem.
- Proszę was tylko nie tanczcie waszego tańca z jeziora łabędziego - mówi Jackson po czym męska cześć paczki wybucha śmiechem.
- To było po pijaku. Z resztą nawet nie proście abyśmy przypominały jak zarywaliście do tych kelnerek - wypomina Laura.
Resztę drogi wyklócamy się o gorsze wpadki. Wysiadamy przed klubem, który przepełniony jest bawiącymi się ludźmi. Zajmujemy miejsca niedaleko wejścia, przy stoliku wokół którego sgromadzeni są juz inni znajomi. Wynikiem losowania wraz z Jacksonem udajemy sie do baru po alkohol.
- To ja wezmę te 2 drinki a ty weź resztę - mowię do Jacka po otrzymaniu napojów.
- Ok. Ashley myślisz ze Laura mnie lubi? - pyta zmieszany.
- Nie sądzisz że to oczywiste, skoro jesteście przyjaciółmi - odpowiadam.
- Może źle się wyrazilem. Sadzisz ze mam u niej szansę - krztuszę się piciem słysząc to wyznanie.
Nigdy nie spodziewałam się ze on? I Lau? Nie. No on jest naprawdę spoko ale nie jestem pewna czy do siebie pasują.
- Szczerze to nie wiem Jack. Najlepiej się jej o to zapytaj - doradzam.
- Tak myślisz?
- Powiem ci teraz tekst, który jest w wielu filmach: Jackson ja to wiem - próbuję mu pomóc.
Gdy w końcu docieramy do przyjaciół, ci obgadują klasową lizuskę. Spoglądam na Jacka który co chwilę patrzy ukradkiem na niczego nie świadomą Laurę. Jak mogłam tego nie zauważyć?
Z moich głębokich refleksji wyrywa mnie głos powodujący iż mam ochotę uciec jak najdalej stąd.
- Asch czy nasz taniec jest nadal aktualny? - pyta
- O Billy nie spodziewałam się, że cię tu zastanę - odwracam się, a na mojej twarzy gości uśmiech, najsztuczniejszy z możliwych.
Przyjaciele zaczynają chichotać.
- Ja też nie yyyy.... Znaczy się ze ciebie. To jak zatanczymy?
    Co tu dużo mówić. Billy był klasowym kujonem, o wyjątkowo niskim ilorazie inteligencji. Na piegowatym, orlim nosie ma ogromne bryle, za którymi kryją się wielkie, wyłupiaste oczy. Wyglądem nie grzeszy, a przecież to jest podstawą udanego flirtu.
    Zasada nr 2: "Gdy na polu widzenia pojawia się WN należy schować się w tłumie, uciec jak najszybciej się da lub dać do zrozumienia, iż takim delikwentom mówimy stanowcze: NIE!"
   Nie chcialam ranić chłopaka, który przyczynił się do moich dobrych ocen.
- Soreczka Billy ale dziś chciałam pobawić się z przyjaciółmi.
- Mówiłaś że ja też jestem przyjacielem - odpowiada dumny z siebie.
- No tak, ale chodzi mi o bliższych przyjaciół - odpowiadam lekko poirytowana.
- Obiecałaś mi ten taniec - dalej naciska chłopak.
- Billy, Aschley na pewno bardzo chętnie z tobą zatańczy -odpowiada za mnie Naill. Patrzę na niego, wściekłym spojrzeniem.
- Tak Niall, masz rację. Nasza towarzyszka z pewnością nie odmówi takiemu ciachu - dorzuca swoje pięć groszy Rebecca, ledwie powstrzymując śmiech.
    Zabije ich, no po prostu ich kurwa zabiję! Spoglądam na rozbawionych przyjaciół i Billego.
- No cóż takie prośby mnie namówiły - odpowiadam z przekąsem, po czym wstaję
- No idź - mówię ostro, udając że nie widzę wyciągniętej ręki chłopaka.
- Przed wejściem w tłum spoglądam na roześmianych przyjaciół, którzy wesoło mi machają. W odpowiedzi pokakazuję im środkowy palec, nim całkowicie ginę wśród ludzi.
    Leci szybka i żywiołowa muzyka. Billy lapie mnie w pasie, chcąc tańczyć wolnego. No to są chyba jakieś jaja! Gdy ludzie wokół skaczą, my kolyszemy się jak dwa pingwiny.
Chłopak glupio się do mnie śmieje co irytuje mnie jeszcze bardziej. Nagle wśród tłumu zauważam Laurę tańcząca z Harrym. Ta to ma sobie dobrze. Przy ladzie widzę Jacksona, który powoli zmierza w stronę pary.
- Przepraszam - słyszę czyiś głos.
Odwracam się i zauważam wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę o niebieskich oczach i blond włosach. Wygląda jak 20 letni ratownik ze "Słonecznego Patrolu".
- Tak! Tak! Tak! Billy puść mnie! - wołam w myślach.
Billy patrzy na mnie zdezorientowany. Uśmiecham się do niego przepraszajaco, po czym chłopak odchodzi. Trochę mi go żal. Wyśle mu przepraszajacego smsa to mu przejdzie.
   Nieznajomy staje przede mną i zaczynamy tańczyć jak każda para w klubie.
- dziękuję panu za uratowanie - mówię z uśmiechem.
- Nie ma za co, to nic specjalnego. Max jestem - przedstwia się.
- Ashley
Gdy odwracam sie widzę Laurę tańcząca z Jacksonem, który pokazuje znak DJowi. Salę wypełnia wolna, romantyczna piosenka.
Mój partner przybliża się do mnie, a ja oplatam rękami jego szyję. Nie jet on jednym z tych natarczywych kolesi. Jest naprawdę uroczy. Patrzę na Jacka tańczącego bardzo bliski taniec z Lau. Nagle odsuwa się od niej i zaczyna coś mówić...
________________________
Hejka :)
Jak wam się podoba? komentujcie i wesołych mikolajek :*
Rozdział pisała Gieronimo

1 komentarz:

  1. No dziewczyny powiem że zaciekawiła mnie ta historia i z niecierpliwością będę czekać na kolejne rozdziały. Dużo weny :* i pamiętajcie żeby się nie zniechęcać!

    OdpowiedzUsuń