piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 3

    Wszyscy wokół nas skakaczą jak szaleni,  a my najspokojniej w świecie kołyszemy się w wolnym tańcu. Na chwilę zamykam powieki i probuję wyobrazić sobie ze tańczymy do spokojnej i cichej muzyki na jakimś balu. Nagle czuje iz Harry zdejmuje ręce z mojej talii. Otwieram oczy i widzę mojego partnera ustępującego miejsce Jacksonowi. Muzyka zmienia się z szybkiej i radosnej na wolną i spokojną. Osoba stojąca przede mną, próbuje złapać mnie tak jak wcześniej Harry, lecz tylko on w swój nadzwyczajny robi to tak, że czuję iż mogę mu zaufać. Wraz z Jackiem kołyszemy się w rytm muzyki, gdy nagle pyta:
- Hej Lau może zagramy w 20 pytań? - pyta donośnie, próbując przekrzyczeć głośną, acz spokojną muzykę
- Ale przecież wiemy o sobie chyba wszystko. Przynajmniej tak mi sie wydaje - odpowiadam.
- Za to ja jestem pewny że na to pytanie nie znam odpowiedzi
    Jego wypowiedź bardzo mnie zaciekawila, czego może o mnie nie wiedzieć?
- No więc pytaj.
- Ale to nie jest takie proste - mówi z widocznym zdenerwowaniem.
- Jak to nie? Po prostu mówisz i już - stwierdzam.
- Dobra to może tak: czy...yh..hyyy...czy chcialabyś - jąka się.
- Czy ja chcę co?
- Czy chcesz zostać moja dziewczyną - pyta, szybko wypowiadając każde słowo.
     Dopiero po chwili uderza we mnie to co powiedział, zacząłem żałować, że chciałam się tego dowiedzieć.
    Nie wiedząc co mam mu odpowiedzieć, jedyne co zdołałam wydukac było niepewne:
- Co??
- Czy chcesz, żebym został Twoim chłopakiem? - mówi, tym razem wolniej, jakby myślał, że nie zrozumiałam co powiedział.
    Przez chwilę stałam bez ruchu, oszołomiona tym co właśnie się stało, albo co dopiero miało się stać. Nie byłam pewna swoich uczuć do niego, nigdy nie myślałam o nim w ten sposób. Przecież jest on moim przyjacielem. Nie mam pojęcia co zrobić. Jeśli powiem: "Nie" to nasza przyjaźń się rozpadnie. Z kolei gdy powiem:
- Tak - mowię, zanim zdarzylam zatkać sobie buzię. Chłopak na moją odpowiedź, całuje mnie w policzek, a później w usta. Są to dwa, krótkie pocałunki.
    Jackson łapie mnie za rękę i zaczyna ciągnąćw stronę przyjaciół, którzy widzieli wszystko.
Gdy jesteśmy wśród znajomych, mój chłopak (jak to dziwnie brzmi) łapie mnie za reke i próbuje położyć ją na stole, by pokazać wszystkim, iz naprawdę jestesmy parą. Wyprzedzając jego zamiary szybko wstaje od stołu i mówię:
- Przepraszam was, ale muszę juz iść - po czym zaczynam zabierać swoje rzeczy. Kiedy mam juz wszystko jeszcze raz spogladam na wszystkich, lecz nie zauważam ani Ash, ani Harrego.
- Pójdę z tobą - mówi Jackson, podnosząc swoje rzeczy.
- Nie poradzę sobie, a ty zostań - mówię, próbując udać brak zdenerwowania.
    Jack odkłada kurtkę i daje mi całusa na pożegnanie.
    Kiedy opuszczam budynek, zegar mojego telefonu wskazuje 19.03. O tej porze zwykle jestem na ściance wspinaczkowej, wiec postanowilam zadzwonić do mojego instruktora. Wybrałam szybko jego numer:
- Hallo? - słyszę glos po drugiej stronie.
- Hej, wiem że odwołałam zajęcia, ale wiesz muszę się odstresować - mowie bardzo szybko, aby mi nie przerywał.
- Jasne. Właśnie się zastanawiałem kto mógłby mnie wyciągnąć z niezręcznej kolacji - powiedział miłym tonem.
- Czyli za ile możesz tam być?
- 30 min?
- Oki, to pa - po tych słowach rozłączam się.
    Samotna wycieczka po Seattle w Chlodna noc? Nie usmiechalo mi się na to, wiec zadzwoniam po taksówkę. Po 30 minutach jazdy, byłam w dobrze znanej mi okolicy. Zapłaciłam taksówkarzowi, po czym podeszłam do budynku i pewnie popchnelam szklane drzwi. Po wejściu podeszlam do recepcjonistki, która dała mi zapasowy kluczyk do mojej szafki z rzeczami. Szybko poszlam do szatni, aby przebrać się w odpowiedni strój. Kiedy weszlam na sale instruktor juz na mnie czekał.
- dłużej nie dało się siedzieć w tej szatni - stwierdził.
- Oj tam, oj tam - mówiąc to machnęłam ręką.
- To co jaka ściana na dziś? - pyta.
- Sam osądź. Ty tu rządzisz.
- Dobra, a tak na serio to nie chcesz się wspinać co nie?
- Chcę, bardzo chcę. Tylko nie wiem na jaka wysokość.
- A na ile jesteś dziś zła?
- Na tyle, ile jest dziewczyna, którą jeden z przyjaciół poprosił o chodzenie. O na tyle.
- To chyba dobrze.
- Nie Zayn, nie dobrze. To jest mój przyjaciel, a ja nie wiem...uh - mówię z frustracją.
- Co do niego czujesz?
- Właśnie to jaka wysokość? - szybko zmieniamy temat.
    Zayn nie naciska, za co jestem mu dozgonnie wdzieczna. Mam metlik w głowie i nie wiem co o tym wszystkim sądzić.
- Myślę że (...) metrów, co? - doradza.
- Ok.
    Zapinam się w uprząż, po czym zaczelam się wspinać i zwierzac Zaynowi z wszystkiego co się dziś wydarzyło.
*kilka godzin później *
    Kiedy weszlam do domu, zdjęlam kurtkę oraz buty, po czym poszlam do kuchni. Odkręcając butelkę wody ,  wyjętą wcześniej z szafki usiadłam na blacie kuchannym.
 -Znowu urwałaś się z imprezy , żeby pójść na ścianke ? - pyta mnie Tom , gdy wchodzi do kuchni.
 -Oj nie przesadzaj . -mówię , biorąc łyk napoju - Aż tak często tam nie chodzę. - on na moją odpowiedź , rzuca mi jednoznaczne spojrzenie .-I to był pierwszy raz kiedy opuściłam impreze , więc się nie czepiaj . - mówię , mrurząc oczy .  
-Dobra niech Ci będzie , ale i tak wiem swoje . - odpowiada , uśmiechając się podejrzanie .  -O co Ci chodzi  ?? -  pytam dociekliwie.                                                                                     -Noooo... bo wiesz ... 
-Nooooo... , właśnie nie wiem . - przerwałam mu    
-No bo wiesz ja , wiem że on się tobie podoba . - uśmiech nie schodzi mu z twarzy , a ja z wrarzenia wypluwam przezroczysty płyn , który przed chwilą łyknęłam .   
-Chyba żartujesz. - mówię , lekko się śmiejąc- no nie mówię , że nie jest przystojny tylko po prostu nie.   
-Jasne , jasne , ale...  
-Tak , tak wiem "ty i tak wiesz swoje "- znowu mu przerwałam. W tym momecie schodząc z blatu , chcę już iść , dlatego kieruję się do swojego pokoju . Brat łapie mnie za ramie i tym mnie powstrzymuje od wyjścia z kuchni .   
-Jesteś na mnoe zła ?-pyta , a w odpowiedzi kiwam przecząco głową -To chodź . -mówi , a ja patrze na niego pytająco.On bierze mnie na ręce i zanosi na kanapę w salonie. -To co tak na prawdę się dzieje ? 
 -Nic. -odpowiadam krótko.   
-Czyli jednak coś .  
-Nie . -mówię , ale widząc jego spojrzenie wiem , że nie odpuści .-Po prostu mam dość . Wszyscy .... yh. Nie wiem co mam zrobić z Jacksonem. Nie wiem niby z nim jestem , ale to ..yh.. przyjaciel .- mówię , patrząc na Toma ,  którego oczy na słowa 'z nim jestem ' rozszerzyły się do wielkości pięco złotówek . 
 -To dlaczego od razu mi o tym nie mówisz.   
-Po prostu nie wiem...-urywam i chowam twarz w dłoniach.    
-Dobra nie będę cię męczył , ale obejrzymy film.- mówi z uśmiechem  
-Dobra , jeśli będzie to jeden z filmów Marvela to ok.-mówię to wiedząc , że są to nasze ulubione .  
 -To jaki ?
 -Któryś Iron Man .  
-No to wszystkie. 
-Dobra - zgadzam się na jego propozycje.
*jakiś czas później*
Kiedy na ekranie telewizora pojawiają się napisy końcowe , do moich uszu dobiega ciche pochrapywanie Tomiego . Wiedziałam , że nie wytrzyma całego maratonu . Dopiero obejrzeliśmy pierwszy film , a on już śpi . Na zegarze ścienny widnieje godzina pierwsza , więc postanawiam pójść do siebie.
Pokój średniej wielkości jest w kształcie prostokąta, dwie dłuższe ściany są spadziste, natomiast wszystkie są koloru miętowego. Są tu dwa okna dachowe z jednej strony i jedno normalne, przy oknie stoji biale biurko, a obok niego szafa i polka na ksiazki. Pod przeciwną ścianą stoi białe łóżko i szafka nocna, w takim samym kolorze. Podłoga to drewniane, jasne panele.
    Rzucam się na moje ogromne łóżko i zaczynam przeglądać rożne portale na laptopie. Po chwili dostaje sama od Jacksona:
    "Co się stało ze tak szybko wyszlas?"
Od razu odpisuje wymyslajac cos na poczekaniu.
    " Przypomniałam sobie o wspinaczce. Muszę iść już spać. Dobranoc"
    Mam nadzieje ze w to uwierzy. Nie wiem jak mam się teraz przy nim zachowywać, gdy jesteśmy razem.
    Po pewnym czasie dostaje kolejna wiadomość:
    "Dobranoc :*"
    Odkladam laptopa i telefon, po czym ide pod prysznic. Po wykapaniu się, ubieram się w rzeczy do spania, czyli za duża na mnie koszulkę Nialla i legendy (tak właściwie to nie wiem skąd ją mam ale trudno, przynajmniej jest wygodna).
    Kladę się na łóżko i zaczynam myslec o przeróżnych sprawach typu:
- co ubrać na bal końcoworoczny
- co będzie ze mną i Jackiem
Gdy tak rozmyslam w pewnym momencie tracę kontakt z rzeczywistością i zasypiam.
-------------------------------------------------------------
Hej, sroki że tak duługo nas nie było , ale te święta. Po staramy się to nadrobić w ferie . Szczęśliwego nowego roku :* .
Hero xx










piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 2

Ashley POV:
5 miesięcy ciężkiej pracy, 5 miesięcy częstych, wyczerpujących treningów i najgorsze: 5 miesięcy bez imprez! A dziś w końcu czas na: ZABAWĘ. Wraz z przyjaciółmi postanowiliśmy zaszaleć.
Jeszcze raz poprawiłam sukienkę i włosy nim uslyszalam dzwonek. Szybko otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się przystojny chlopak.
- Łał Ash świetnie ci w tej czerwieni - rzekł wskazując na sukienke na co się zaśmiałam.
- Dzięki Harry ty też wygladasz niczego sobie - odpowiadam i zakluczam drzwi - choć jeśli chcesz poderwać jakaś laskę, to na twoim miejscu poprawilabym krawat.
- Ash ale przecież ja nie mam krawatu - odpowiada śmiejąc się.
Chichoczę wchodząc do auta.
- Hej wszystkim - wołam.
Siadam obok Laury, która jest obok jacksona. Miejsce kierowcy zajął Niall, a obok niego usiadł Harry.
- No to co Ash podbijamy parkiet - stwierdza Lau.
- Z toba zawsze - odpowiadam z uśmiechem.
- Proszę was tylko nie tanczcie waszego tańca z jeziora łabędziego - mówi Jackson po czym męska cześć paczki wybucha śmiechem.
- To było po pijaku. Z resztą nawet nie proście abyśmy przypominały jak zarywaliście do tych kelnerek - wypomina Laura.
Resztę drogi wyklócamy się o gorsze wpadki. Wysiadamy przed klubem, który przepełniony jest bawiącymi się ludźmi. Zajmujemy miejsca niedaleko wejścia, przy stoliku wokół którego sgromadzeni są juz inni znajomi. Wynikiem losowania wraz z Jacksonem udajemy sie do baru po alkohol.
- To ja wezmę te 2 drinki a ty weź resztę - mowię do Jacka po otrzymaniu napojów.
- Ok. Ashley myślisz ze Laura mnie lubi? - pyta zmieszany.
- Nie sądzisz że to oczywiste, skoro jesteście przyjaciółmi - odpowiadam.
- Może źle się wyrazilem. Sadzisz ze mam u niej szansę - krztuszę się piciem słysząc to wyznanie.
Nigdy nie spodziewałam się ze on? I Lau? Nie. No on jest naprawdę spoko ale nie jestem pewna czy do siebie pasują.
- Szczerze to nie wiem Jack. Najlepiej się jej o to zapytaj - doradzam.
- Tak myślisz?
- Powiem ci teraz tekst, który jest w wielu filmach: Jackson ja to wiem - próbuję mu pomóc.
Gdy w końcu docieramy do przyjaciół, ci obgadują klasową lizuskę. Spoglądam na Jacka który co chwilę patrzy ukradkiem na niczego nie świadomą Laurę. Jak mogłam tego nie zauważyć?
Z moich głębokich refleksji wyrywa mnie głos powodujący iż mam ochotę uciec jak najdalej stąd.
- Asch czy nasz taniec jest nadal aktualny? - pyta
- O Billy nie spodziewałam się, że cię tu zastanę - odwracam się, a na mojej twarzy gości uśmiech, najsztuczniejszy z możliwych.
Przyjaciele zaczynają chichotać.
- Ja też nie yyyy.... Znaczy się ze ciebie. To jak zatanczymy?
    Co tu dużo mówić. Billy był klasowym kujonem, o wyjątkowo niskim ilorazie inteligencji. Na piegowatym, orlim nosie ma ogromne bryle, za którymi kryją się wielkie, wyłupiaste oczy. Wyglądem nie grzeszy, a przecież to jest podstawą udanego flirtu.
    Zasada nr 2: "Gdy na polu widzenia pojawia się WN należy schować się w tłumie, uciec jak najszybciej się da lub dać do zrozumienia, iż takim delikwentom mówimy stanowcze: NIE!"
   Nie chcialam ranić chłopaka, który przyczynił się do moich dobrych ocen.
- Soreczka Billy ale dziś chciałam pobawić się z przyjaciółmi.
- Mówiłaś że ja też jestem przyjacielem - odpowiada dumny z siebie.
- No tak, ale chodzi mi o bliższych przyjaciół - odpowiadam lekko poirytowana.
- Obiecałaś mi ten taniec - dalej naciska chłopak.
- Billy, Aschley na pewno bardzo chętnie z tobą zatańczy -odpowiada za mnie Naill. Patrzę na niego, wściekłym spojrzeniem.
- Tak Niall, masz rację. Nasza towarzyszka z pewnością nie odmówi takiemu ciachu - dorzuca swoje pięć groszy Rebecca, ledwie powstrzymując śmiech.
    Zabije ich, no po prostu ich kurwa zabiję! Spoglądam na rozbawionych przyjaciół i Billego.
- No cóż takie prośby mnie namówiły - odpowiadam z przekąsem, po czym wstaję
- No idź - mówię ostro, udając że nie widzę wyciągniętej ręki chłopaka.
- Przed wejściem w tłum spoglądam na roześmianych przyjaciół, którzy wesoło mi machają. W odpowiedzi pokakazuję im środkowy palec, nim całkowicie ginę wśród ludzi.
    Leci szybka i żywiołowa muzyka. Billy lapie mnie w pasie, chcąc tańczyć wolnego. No to są chyba jakieś jaja! Gdy ludzie wokół skaczą, my kolyszemy się jak dwa pingwiny.
Chłopak glupio się do mnie śmieje co irytuje mnie jeszcze bardziej. Nagle wśród tłumu zauważam Laurę tańcząca z Harrym. Ta to ma sobie dobrze. Przy ladzie widzę Jacksona, który powoli zmierza w stronę pary.
- Przepraszam - słyszę czyiś głos.
Odwracam się i zauważam wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę o niebieskich oczach i blond włosach. Wygląda jak 20 letni ratownik ze "Słonecznego Patrolu".
- Tak! Tak! Tak! Billy puść mnie! - wołam w myślach.
Billy patrzy na mnie zdezorientowany. Uśmiecham się do niego przepraszajaco, po czym chłopak odchodzi. Trochę mi go żal. Wyśle mu przepraszajacego smsa to mu przejdzie.
   Nieznajomy staje przede mną i zaczynamy tańczyć jak każda para w klubie.
- dziękuję panu za uratowanie - mówię z uśmiechem.
- Nie ma za co, to nic specjalnego. Max jestem - przedstwia się.
- Ashley
Gdy odwracam sie widzę Laurę tańcząca z Jacksonem, który pokazuje znak DJowi. Salę wypełnia wolna, romantyczna piosenka.
Mój partner przybliża się do mnie, a ja oplatam rękami jego szyję. Nie jet on jednym z tych natarczywych kolesi. Jest naprawdę uroczy. Patrzę na Jacka tańczącego bardzo bliski taniec z Lau. Nagle odsuwa się od niej i zaczyna coś mówić...
________________________
Hejka :)
Jak wam się podoba? komentujcie i wesołych mikolajek :*
Rozdział pisała Gieronimo

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 1

3 lata wcześniej :

Laura's POV:

   -Lau, co masz w 5?- pyta mnie szeptem.
Odwracam się aby zobaczyć jego twarz z wypisanym znakiem  zapytania. Zaczynam cicho cichotać kiedy widzę jego minę. Czasami nie mogę uwierzyć w to że się przyjaźnimy i że jest takim idiotą żeby ściągać ode mnie na sprawdzanie z fizyki.On musi być naprawdę głupi skoro pyta mnie o odpowiedzi, kiedy mamy z najsurowsza panią w szkole i do tego mając inne grupy testu. Pokazuje palcem na Asch siedzaca obok mnie
-Ona ma ta sama grupę co ty- szepcze, później wskazując na Jacksona, który jest obok niego- ja mam te odpowiedzi co on- mówię ściszonym głosem. Ten zaczyna dźgać Ashley długopisem, a gdy ta odchyla się na krześle, pyta ją o to samo.
    Spoglądam na zegar i kiedy uświadamiam sobie, że pozostało mi do końca zaledwie 20 min na dokończenie pracy zaczynam się sprężać. Orientuję się, że wszyscy po za mną już skończyli i w klasie zaczynają się rozmowy, które pani co chwilę ucisza tradycyjnym "nie wszyscy jeszcze skończyli"- mówiąc to ma na myśli oczywiście mnie. Nagle rozlega się dźwięk dzwonka zapowiadającego przerwę. Szybko zaczynam bazgrolić rozwiązania zadań na teście. W ostatnim momencie, gdy nauczycielka zabiera mi kartkę sprzed nosa zdążam dopisać ostatnie liczby. Z sali wszyscy wychodzą szczęśliwi, bo to ostatnia lekcja tego dnia, zapowiadająca weekend.
    Kiedy idę w stronę mojego domu, niespodziewanie ktoś łapie mnie za ramię i odwraca w swoją stronę. Uśmiecham się na jego widok.
- I jak trudny był test? - pyta niespodziewanie.
- To nie ładnie uciekać tak przed sprawdzianem panie Horan - mówię, po czym grożę mu palcem. Po mojej krótkiej wypowiedzi wybuchamy śmiechem.
   Chwilę później przychodzą do nas Asch i Harry.
-Uważajcie bo się zapowietrzycie - mówi z powagą moja przyjaciółka, na co my zaczynamy śmiać się jeszcze bardziej, kiedy wreszcie się uspakajamy - Już? Wiecie jak reaguje na zbyt małą ilośc cukru, to idziemy na kawę - pyta po czym tanecznym krokiem kieruje się w stronę kawiarni.
-Mam rozumieć, że to było pytanie retoryczne?- mówi z oburzeniem chłopak z burzą włosów - Wiecie przecież że nie lubię kawy!
-To napijesz się soku jabłkowego - mówię na co ten się uśmiecha.
    Podążamy w stronę kawiarni. Moi przyjaciele rozmawiają na temat ostatniej imprezy, na której mnie nie było. Męczy mnie przeczucie, że o czymś zapomniałam.
    Kawy zamieniły się w 3 gorące czekolady i sok jabłkowy.
- A tak w ogóle to gdzie Jack - pyta blondyn.
- Mówił, że robi dziś za niańkę - odpowiada Harry.
- O kurwa! Ja też! - wołam po czym wybiegam z kafejki, słysząc za sobą śmiechy przyjaciół.
    Bardzo szybko biegnę w kierunku przedszkola Emilly, która już skończyła zajęcia. Moja 2 letnia siostra czeka na mnie w szatni, ubrana w kolorową, zimową kurtkę i różowe kozaki emu.
- Znowu o mnie zapomniałaś - krzyczy na mnie sepleniąc.
- Oj tam, Oj tam ... ale nie mów mamie!
- Dobla, ale jak zabiezes mnie na spotkanie z twoimi psyjaciółmi - zaczyna stawiać warunki.
- Okej, to chodź.
- Ale, że telaz? - pyta.
- No, a kiedy?
    Wybieram numer Harrego i naciskam zieloną słuchawkę.
- Hej - słyszę głos po drugiej stronie
- Hej, gdzie jesteście?
- Siedzimy cały czas w kawiarni, a co?
- Nie nic, czekajcie tam na mnie. - Mówię po czy się rozłączam.
   Droga powrotna strasznie mi się dłuży. Emilly cały czas się zatrzymuje i robi kulki śnieżne, a później rzuca nimi w drzewa. Niespodziewanie czuję ból w okolicy pleców i odwracam się w stronę, z której dobiega chichot.
- Emilly to nie było śmie...- mówię, lecz przerywam, kiedy widzę Harrego.
- Czy ja wyglądam jak twoja młodsza siostra? - pyta ironicznie.
- No nie do końca.
- Haaaally! - rozlega się krzyk Emilly, biegnącej w naszą stronę. Chłopak bierze ją na ręce i idzie w moją stronę.
- A wiesz, że Laula znowu o mnie zapomniała - młoda mówi do zielonookiego.
- Nie no co za wyrodna siostra - "szepcze" jej głośno.
- Ha Ha Ha... bardzo śmieszne - mówię z ironią. - Idziemy? - Harry niosący Emilly, przechodzi obok mnie. - ale wiesz że nie musisz jej nosić.
- A jeśli chcę?
- Jak sobie życzysz, tylko jak później będzie cię bolał kręgosłup, to nie będzie moja wina.
- Nie przesadzaj nie jest taka ciężka.
- Jasne, jasne. - mówię, kończąc rozmowę, kiedy wchodzimy do kawiarni.
    Asch i Niall śmieją się nadal siedząc przy tym samym stoliku
- Co tam? - pyta Harry na co oni wybuchają większym śmiechem, a my ze zdziwieniem spoglądamy po sobie.
- Siadaj młoda - mówi Asch, powstrzymując się od śmiechu i poklepując miejsce obok siebie.
- O co chodzi - pytam  z powagą, a oni znowu zaczynają się śmiać. - Ej a tak w ogóle to moje krzesło mówię do Emilly.
- Weź sobie krzesło - odpowiada.
Korzystając z tego, że Harry zastanawia się o co chodzi, szybko siadam na jego miejscu.
- To nie fair - mówi po chwili.
- Jak to już ktoś powiedział; "weź sobie krzesło" - mówię.
- Ej ale to było do ciebie, a nie do Hallego - oburzyła się moja siostra. Ona chyba naprawdę bardzo go lubi.
    Lokaty zabiera krzesło od innego stolika i szybko siada na nim przy "naszym" stole.
- Dobra a teraz bardzo ważne pytanie: z czego się śmialiście jak opętani? - pyta.
- Bo my... - próbuje wykrztusić przez śmiech Asch - bo my... bo Niall... powiedział, że.... - bełkocze śmiejąc się.
- Mogłabyś jaśniej? - pytam sarkastycznie - Albo ty - tym razem moją uwagę kieruję do Nialla.
- No booo... - zaczyna po czym śmieje się.
- Asch no weź mów! - mówię stanowczo.
- A więc Niall powiedział, że zapewne będziecie wyglądać jak szczęśliwa rodzina, gdy tu przyjdziecie... - mówi i zaczyna się śmiać, kiedy się uspokaja dodaje tylko - teraz mi nie przerywaj. Ja na to, że jak Harry będzie trzymał małą na rękach to już w ogóle zacznę rzygać tęczą. I wtedy wy wchodzicie i tak wyglądacie! - mówi ledwo powstrzymując śmiech.
Patrzę na nich z politowaniem.
- HaHaHa bardzo śmieszne - mówię.
- A pamiętasz jak mówiłaś - mówi Aschley spoglądając na Harrego - że....
- Nie Asch to było rok temu, nie wracajmy do tego - przerywam jej.
 - Czyli czego? pyta z zaciekawieniem Harry.
- Nie nic. A właśnie Emi zacznij robić lekcje - szybko zmieniam temat. Mówiąc lekcje mam na myśli robienie szlaczków. Dziewczynka wyciąga z małego plecaczka kredki i kilka kartek, po czym zaczyna kreślić ślady.
- Laura nie wiem co założyć na dyskotekę - żali się Asch.
- A brałaś pod uwagę tą twoją seksowną, granatową sukienkę? - pytam.
- Znowu się zaczyna - mówi Niall spoglądając na Harrego, który wylicza coś na palcach.
- Może ubrać tą białą koszulę i czarne spodnie, albo nie lepiej na odwrót - mówi po czym oboje wybuchają śmiechem.
- Masz rację założę tą tunikę - stwierdzam po przeanalizowaniu z Asch mojej szafy.
     Po pewnym czasie wraz z Emilly wracamy do domu.Po zjedzeniu kolacji poszłam do swojego pokoju, gdzie zmęczona zasnęłam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Heej wszystkim :*
Mamy nadzieję, że spodoba wam się nasz ff. Rozdziały będą mniej więcej co tydzień. Następny będzie z perpektywy Asch.
Rozdział pisała Hero.






 
           






















wtorek, 18 listopada 2014

Prolog

   Wchodzimy do baru, gdy nagle Asch ciągnie mnie w stronę lady, zamawiając wysokoprocentowe napoje. [...] Po kilku kolejkach tracę rachubę wypitego alkoholu. Po fazie westchnień i rozczarowań przyszedł czas na histeryczne śmiechy i wesołe wspomnienia.
-I tak nic nie straciłaś przecież wyglądał jak gej a zachowywał się jak niewyżyty szczeniak - bełkocze, po czym wybuchamy śmiechem.
   Wracają wspomnienia minionego dnia, gdy moje serce roztrzaskało się na milion kawałków. Jak mógł mi to zrobić?! Nie spodziewałam się że jest aż takim dupkiem. Myślałam, że burza jego włosów i radosne oczy będą wzbudzać we mnie uśmiech już zawsze.
   Spoglądam na przyjaciółkę, której wzrok utkwiony jest w pryszczatym barmanie z przetłuszczającymi się włosami (alkohol powoduje,że zupełnie inaczej  postrzegam ludzi). Swoją droga dziwię się jej że doprowadziła się do takiego stanu, łamiąc przy tym kilka zasad jej "świętego kodeksu". Normalnie nazwałaby go WN (Wpadką Natury). Musiało stać się coś poważnego. Sądzę,że mogła się nieszczęśliwie zakochać, co jest bardzo dziwne, znając jej niechęć do związków.
   Po obczajeniu faceta, tańczącego nie-wiadomo-co, zauważam Aschley śpiącą na siedząco. 
   Nagle dzwoni mój telefon, bełkoczę niewyraźnie adres klubu. Moje powieki stają się ciężkie, a powierzchnia baru nieuchronnie zbliża się do mojej twarzy. Z głośnym hukiem uderzam o blat. Rozglądam się, ale dzięki głośnej muzyce nikt nie zauważa zajścia.
   Kiedy się odwracam widzę Jego sylwetkę zmierzającą ku nam. Mój film niespodziewanie się urywa...

_________________________________________________________________________________